czwartek, 2 listopada 2017

Więzienie czy azyl?

Mowa dziś będzie o klatce dla psa. Jedni uważają ją za zło w najczystszej postaci, inni za cudowny wynalazek. Z czego właściwie wynikają te dwie sprzeczne opinie i dlaczego temat klatkowania psa wzbudza tak wiele kontrowersji?

 Czym dla mojego psa jest klatka?

- bezpiecznym miejscem, gdzie może odpocząć i się wyciszyć
- kopalnią smakołyków i kongów, z czego wynika dodatkowy plus dla mnie jakim jest brak porozrzucanego jedzenia po domu
- azylem, w którym zawsze można się schować w razie zagrożenia czy braku chęci interakcji
- legowiskiem, gdzie można smacznie chrapać całymi godzinami
- namiastką domu kiedy jesteśmy poza nim

Brzmi strasznie? Raczej nie.  

Kia w swojej ogromnej rezydencji. Klatka poza swoim przeznaczeniem spełnia oczywiście funkcję graciarni.
W moim domu klatka jest zawsze otwarta. Choć Kia zazwyczaj wybiera podłogę lub kanapę to nie raz w ciągu dnia odwiedzi swój prywatny apartament. Zamykam ją bardzo, ale to bardzo sporadycznie. Nie jest to jednak spowodowane uprzedzeniami do tego typu czynności, a tym, że najzwyczajniej w świecie nie mam takiej potrzeby. Kia w domu cały czas śpi. Czasem ma takie dni, w których mam wrażenie, że jej w ogóle nie ma. 

Przydatny wynalazek

Na pewno większość z Was się ze mną zgodzi. Dla psiarza- sportowca klatka to must have. Nie wyobrażam sobie żeby na seminarium, zawody czy trening gdzie będą inne psy nie wziąć klatki. Nie jest to tylko świetne miejsce na regenerację dla psa pomiędzy wejściami ale również daje nam, właścicielom nieco więcej swobody. Głupi przykład: chcemy iść na zajęciach do łazienki, i co wtedy? Zostawiamy psa luzem, żeby przeszkadzał wszystkim dookoła? Przekazujemy smycz koleżance obok? Bierzemy go ze sobą? Odprowadzamy go do auta, żeby zaraz iść po niego z powrotem? Czy może wsadzamy go do klatki? Myślę, że odpowiedź jest bardzo prosta ;) 

Tylko od małego?

Z tym pytaniem spotkałam się na wielu grupach. Wiadomo, najlepiej zacząć od szczeniaka ale my jesteśmy dobitnym przykładem na to, że klatkę można wprowadzić kiedy pies jest starszy (Kia miała ponad rok). Wcześniej nie myślałam o tym, żeby wprowadzać jej klatkę. Postanowiłam, że kennel zawita w naszym domu z prostej przyczyny- żeby nauczyć odpoczynku w domu. Kia była bardzo rozłazikowanym psem, który chodził za mną po domu krok w krok. Doszło do tego, że z kanapy wstawałam jak najciszej potrafiłam, żeby tylko nie obudzić psa. Jak się domyślacie nigdy nie udało mi się jej przechytrzyć. Było to i dla mnie nie zdrowe, bo bardzo mnie to frustrowało, i dla niej, bo miała duże problemy z wyciszeniem. Dzięki klatce nauczyła się, że w domu jest całkowita nuda i nie trzeba non stop śledzić swojej Pani. Oczywiście pozostałości mojego zaniedbania są do dzisiaj- wprawdzie Kia w domu cały czas przesypia ale jak tylko się ruszę to musi spojrzeć choćby jednym okiem gdzie idę. Z tego powodu nie mam żadnego jej zdjęcia jak śpi :P.

Jedno oko czuwa :D

 Jak wprowadzić klatkę?

Ja musiałam zacząć bardzo małymi kroczkami. U nas wyglądało to ciężko i już byłam bardzo bliska poddaniu się ale koniec końców udało się. Kia za szczeniaka przewróciła suszarkę na pranie i z tego powodu bała się dźwięku jaki wydawała metalowa klatka. Do tego ewidentnie przeszkadzała jej mała przestrzeń. Nigdy nie była typem psa, który lubi zakamarki także miałyśmy nie mały orzech do zgryzienia. Po przywiezieniu klatki do domu omijała ją szerokim łukiem i widać było, że jej obecność sprawia psu ogromny dyskomfort, nie mówiąc nawet o wejściu.

Pierwszym krokiem było skarmianie jej w pobliżu kennela. Tak, musiałyśmy zacząć bardzo od początku, bo nie było innej opcji :P. Ten etap u nas trwał bardzo długo i w sumie nawet jak już nauczyła przebywać się w klatce to dalej bała się metalicznego dźwięku, więc wchodziła w taki sposób byleby nie dotknąć szczebelków.

Drugim było karmienie z ręki i przesuwanie jej coraz bardziej w głąb, żeby pies coraz głębiej wchodził do klatki. Tutaj bardzo długo byłyśmy na etapie gdzie Kia wyciągała szyję jak żyrafa byle nie dotknąć metalowego ustrojstwa. 

Kiedy zaczęła wchodzić za smakołykiem z ręki, trzecim krokiem było wrzucanie smaczków do klatki i karmienie w niej. I tutaj pojawił się syndrom żyrafy jednak zniknął znacznie szybciej.

W czwartym kroku pojawia się to co pieski lubią najbardziej czyli wszelkiego rodzaju kości i kongi, które pozwolą zatrzymać Kię w klatce na dłużej niż minutę.

Piątym krokiem nazwałabym wydłużenie czasu pozostawania w klatce oraz stopniowe zamykanie drzwiczek. Dodam tutaj zdanie, które jest obecne w każdym artykule dotyczącym nauki klatkowania ale jest bardzo ważne jeżeli nie chcecie wychować sobie klatkowego potworka: pod żadnym pozorem nie wolno otwierać drzwiczek jak pies kwiczy, jęczy, marudzi.

Szósty i ostatni krok, to ten który trwa do dzisiaj czyli sporadyczne nagradzanie za przebywanie w klatce i wrzucanie do niej od czasu do czasu niespodzianek :)

Jakie posiadam/ posiadałam klatki?

W przypadku kupowania klatki największą uwagę zwracałam na cenę. Uważam, że większość klatek ma tą samą konstrukcję (choć jakości już nie) i najzwyczajniej szkoda mi było pieniędzy na klatkę za 300 zł. Kia poza tym nigdy nie wpadła na to, żeby choćby specjalnie uderzyć łapą w kennel czy zacząć go gryźć, także mogłam pójść najmniejszą linią oporu i wybrać najtańsze i najbardziej liche wersje.

Pierwszą klatką, na której uczyłam idei klatkowania był kennel z Juli: klik. Szybko się niestety rozstaliśmy, bo wydawało mi się, że jest dla niej nieco za mały. A szkoda, bo za tą cenę był naprawdę w porządku (i był czarny <3). Do nauki faktycznie był nieco przymały, bo kiedy tylko klatka zmieniła się na większą w nauce nastąpił przełom i Kia bez problemu zaczęła do niej wchodzić. 

Kijuszkowy pierwszy kennel z Juli. Mina mówi wszystko.
 

Klatkę z Juli oddałam (nie ma większego rozmiaru niż 91cm) i kupiłam WIELKĄ xl Double Door z Zooplusa: klik. Posiadam ją do dzisiaj i jestem z niej w miarę zadowolona. Co w niej zauważyłam złego to:
1. Skrzydła drzwiczek są bezsensownie otwierane względem siebie. Jeżeli chcesz, żeby oba skrzydła były otwarte licz się z tym, że jedno skrzydło będzie wystawało na pół pokoju.
2. Drzwiczki nieco opadają.
3. Klatka jest CHOLERNIE ciężka. Sama miałam problem ją wnieść w kartonie na pierwsze piętro (słabeusz). Jeżeli chcesz ją zabrać na seminarium- wezwij dźwig.

Zooplusowa klateczka i smakołyczki :)
Poza domową klatką posiadam jeszcze klatkę na różnego rodzaju wyjazdy. I tutaj przedstawiam Wam moją miłość: Portable Dog Kennel: klik. Jest świetna na wyjazdy, seminaria i zawody. Całą moją miłość zawdzięcza dzięki temu, że jest tak lekka i po złożeniu mieści się w plecaku. Nie martwię się zatem o to, że będę przeładowana niczym wielbłąd na pustyni. Ja posiadam rozmiar L i jest idealna, choć wydaje mi się, że niektóre oziki mogłyby się nie zmieścić. Niestety, ma również minusy, co dla niektórych może być nie do przeskoczenia: jest lekka, czyt. zawieje lekki wiaterek i pusta odlatuje w siną dal. Dużo psów w niej wykombinowało jak wędrować niczym chomik w plastikowej kuli. Wreszcie, na pewno nie nadaje się dla destrukcyjnych psiaków. Mimo tego, że nasz egzemplarz ma już jakiś rok to nie ma na nim żadnego choćby zadrapania. Niestety wygląda na lichą i obawiam się, że po jednym pacnięciu przez psa łapą mogłaby się potargać. Poza tym nie jest stabilna. Na seminarium nie raz musiałam biec ją poprawić, bo Kia tak się w niej położyła, że stanęła dęba. Mi osobiście wszystkie te minusy rekompensuje wyżej wspomniana kompaktowość. Jednak jest to bardzo duże pójście na kompromis i nie każdy go wytrzyma.

Wszystko siedzi w naszej głowie 

Miesiąc temu na zawodach rozmawiałam z pewną kobietą o klatkowaniu. Mimo tego, że mniej lub bardziej jest zorientowana w psim światku, nie była pewna co do rozpoczęcia klatkowania swojego psa. Po zapytaniu jej o argumenty dlaczego się waha, sama nie potrafiła dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Skłoniło mnie to do przemyślenia sytuacji i zwróciłam uwagę na to, że większość osób, które są przeciwnikami kenneli widzi w nich metalowe więzienie. Nie przyjemnie kojarzący się materiał, straszna nazwa, skojarzenie z kojcem i wreszcie okrutne zamykanie psa w metalowym pudełku na długie godziny. Jakby tak się zastanowić, to nic w tym fajnego. Niemniej jednak jest to bardzo powierzchowne podejście do tematu i uważam, że większość przeciwników bierze się tylko i wyłącznie z niewiedzy. Tak naprawdę mało czym klatka różni się od zwykłego legowiska, psiego azylu, które z pewnością ma w domu każdy posiadacz psa. 

Dla osób kojarzących wizualnie klatki jak więzienie, polecam poszperać nieco w internecie. Jest wiele zdjęć zabudowanych kenneli np. w szafie czy pod łóżkiem. Jako przykład wrzucę Wam stronę amerykańskiego producenta kenneli, które nie wyglądają już tak ponuro- klik

A wy jakie macie doświadczenia z klatkowaniem psa? Jesteście przeciwnikami czy zwolennikami? Piszcie w komentarzach!