niedziela, 14 maja 2017

Czasem warto zaryzykować

Ostatnie wydarzenia dały mi wiele do zrozumienia, między innymi to, że to ja blokowałam własnego psa. Sama trzymałam Kię w mydlanej bańce, tłumacząc sobie wszystko jednym zdaniem: "Ona nie da rady.". Okazuje się, że jednak da radę, trzeba było tylko dać jej szansę się wykazać. 

 

Emocje i brak wyciszenia w nowych miejscach oraz stosunek do innych psów doprowadzały mnie do białej gorączki. Temat wałkowałyśmy już długi, długi czas. Efekty pojawiały się bardzo powoli i na niezadowalającym poziomie. Zaczęłam dochodzić do jednego, dla mnie bardzo smutnego wniosku: "Ona po prostu taka jest, trzeba się z tym pogodzić.". Powoli uświadamiałam sobie, że nie naprawię błędów popełnionych w wieku szczenięcym. Na ratunek przyszedł nam ciąg nowych wydarzeń, w które Kia albo musiała się wpasować albo postradać resztki zmysłów.


Pierwszym wydarzeniem były zaledwie godzinne warsztaty w Katowicach. Spadły na nas jak grom z jasnego nieba, w momencie kiedy zaczęłam wątpić w cokolwiek dobrego na świecie. Warsztaty poświęcone skupieniu uwagi przy innych psach. Nigdy nie byłyśmy na żadnych warsztatach, zajęciach czy seminariach (nie mówiąc już o zawodach), bo twierdziłam, że tylko zrobimy sobie wstyd. Uważałam, że Kia z nadmiaru ekscytacji wyjdzie z siebie i stanie obok a wszyscy uczestnicy będą nas przez to wytykać palcami. Z takim właśnie nastawieniem zapisałam się na zajęcia. Potraktowałam warsztaty jako ostatnią deskę ratunku, jeżeli one nie pomogą to nic nie pomoże. Wróciłam z nich rozpromieniona niczym dzisiejsze słonko na niebie. Okazało się, że zaaranżowana sytuacja z innymi psami bardzo pomogła Kii zrozumieć to, że ja i moje parówki w kieszeni są atrakcyjniejsze od innych czworonogów. Takim sposobem osiągnęłyśmy jak na razie zadowalający mnie stosunek do innych psów. Mamy to! Możemy spokojnie minąć się na ulicy z innym czworonogiem bez wywoływania u Kii nadmiernej ekscytacji.

Potem zbliżała się majówka. Wraz z Matim postanowiliśmy wybrać się na pierwsze zasłużone choć małe wakacje. Moje pierwsze wakacje od pięciu lat, zatem również dla Kii były one czymś zupełnie nowym. Wybraliśmy się nad nasze polskie morze. Zarezerwowałam domek ze sceptycznym nastawieniem. Z jednej strony wyjazd i oderwanie od codzienności. Z drugiej wiecznie sfrustrowany, ciągnący na smyczy i piszczący pies. Inne czworonogi w sąsiednich domkach już mnie nie martwiły. Potraktowałam ich obecność jako świetną okazję do dalszych ćwiczeń rozpoczętych na warsztatach. Mimo moich obaw pojechaliśmy. Dzięki codziennym wyjazdom w różne miejsca Kia przekonała się, że nowe tereny nie są powodem do tak wysokich emocji. Poza domem również można leżeć i odpoczywać. Nie trzeba drzeć japy na każdego kto przechodzi obok ogródka (przy okazji wyszła komenda kończąca szczekanie: "no i po co?"). Ignorowanie psów pogłębiło się, bo nie pozwoliłam na jakiekolwiek kontakty (poza jednym, kiedy panieneczka z pieskiem przechodząc koło domku stwierdziła, że pieski muszą się przywitać przez płot- wtedy to moje emocje sięgnęły zenitu). Może i było to wrzucenie jej na głęboką wodę. Stwierdziłam jednak, że sobie poradzi. I poradziła. Wróciła bardzo zmęczona choć bogatsza o wiele nowych doświadczeń.


Dzięki opisanym wydarzeniom odważyłam się na rozpoczęcie treningów agility. Ten post jest dowodem na to, że czasem warto zaryzykować. Jest również kolejnym świadectwem na to, że to my jesteśmy tym gorszym ogniwem w zespole pies- człowiek. Mam zamiar kontynuować to, co rozpoczęłyśmy. Widzę, że to dobrze wpływa na Kię. W planach jest wyjazd na Latające Psy do Wrocławia, jak na razie w roli obserwatorów. Zamiast uciekać od nowych sytuacji musimy stawić im czoło, bo inaczej nie pójdziemy do przodu.

6 komentarzy:

  1. Dasti też ma problemy ze skupieniem uwagi. Agility to moje marzenie. Mam nadzieję, że za czas jakiś się uda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro agility to Twoje marzenie to zapisuj się jak najszybciej! Na pewno nie pożałujecie :). Ja zapisałam się z czystej ciekawości i powiem szczerze, że zaczyna mnie coraz bardziej wciągać. Na razie mamy zajęcia indywidualne ale za parę tygodni przechodzimy już na grupowe. Wtedy okaże się co weźmie górę: motywacja czy zainteresowanie psami :). Myślę jednak, że będzie to świetne ćwiczenie dla Kii.

      Pozdrawiamy, Ania & Kia

      Usuń
  2. Brawo dla was i dla Kii (nie wiem czy dobrze odmieniam), myślę że z czasem będzie robić jeszcze większe postępy jak zauważy, że w sumie nie warto robić szumu.

    ahhh jak ja kcham ten moment gdy zauważa się błędy w socjalce własnego psa, a teraz już nic nie da się zrobić, a zaakceptować i wypracować na tyle ile się da <3

    Pozdrawiamy H&F
    Nasz blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak błędy wieku szczenięcego odbijają mi się czkawką w tej kwestii. Jednak w porównaniu do tego co było teraz jest naprawdę dobrze :). Mam nadzieję, że uda nam się wypracować ignorowanie na wysokim poziomie. Kia nie miała z tym jakiegoś bardzo ciężkiego i skrajnego problemu, także dalej jest nadzieja. Muszę tylko wystawiać ją na coraz to różniejsze sytuacje.

      Pozdrawiamy

      Ania & Kia

      Ps. Tak, dobrze odmieniłaś :)

      Usuń
  3. Cudny blog! Sama robiłaś szablon? Jeśli tak, to robisz może na zamówienie?

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jest problem z socjalizacją i stosunkiem do innych ludzi. Fuks nie jest ufny i zanim pozwoli się komuś dotknąć musi go lepiej poznać, pobawić się i dopiero wtedy pozwoli na jakiś bliższy kontakt. Z socjalizacją walczymy i jest już coraz lepiej. Niestety, ale takie są często skutki wzięcia psa ze schroniska. Nie poddajemy się i idziemy do przodu, aby w przyszlości móc wystartować w jakiś zawodach agility :D Fuks nauczył mnie wielu rzeczy i wiem już jakich błędów nie mogę popełniać. To na pewno pomoże mi w wychowaniu szczeniaka, który zapewne za jakiś czas pojawi się u nas w domu.
    Pozdrawiamy i życzymy dalszych sukcesów!
    psy-z-potencjalem.blogspot.com

    ps. Może napiszesz jakiś post dotyczący tego skupiania uwagi na sobie w obecności innych psów? :D Byłabym wdzięczna <3

    OdpowiedzUsuń